A nie mówiłam! (Popierdółki przez milipodśmiechujki)

Share
A nie mówiłam! (Popierdółki przez milipodśmiechujki)
Ilustracja według koncepcji autorki, stworzona z pomocą AI.

Dlaczego to muszą być placki ziemniaczane,  a nie, na ten przykład, papatacze, wolewonty albo rachatłukum? Albo sernik! Och, sernik! Każdy sernik na tej planecie jest pyszny! Dlaczego nie sernik! Albo napoleonki, tak, albo.... no....O jejku..

No bo, sernik to każdy wielbiciel ma swój ulubiony i można podyskutować, poprzerzucać się argumentami, inwektywami. Wiecie, rodzynki czy bez rodzynek (oczywiście , że bez!). A na koniec przejść do degustacji. Albo szarlotka? Odwieczny dylemat, wiecie przecież "szarlotka czy jabłecznik"? A może strudel?

Ale placki? Z kartofli? Z pyrów? Z ziemniorów? Zjesz dwa, góra trzy i potem dwa dni ci się tym tłuszczem odbija. Że pycha? No, pycha. I co z tego? Bo sernik, na ten przykład,  to jest dzieło sztuki.  A placki ziemniaczane? No, to przecież żarło jest , po prostu. 

Zaraz, zaraz. Wyraźnie mi się gdzieś początek zgubił. Chwila, dajcie pomyśleć. A zaczęło się od ziemniaczków. Otóż, jak wylądowali ( na gargamelu sąsiada,  nota bene)  to tak się złożyło,  że mężuś tegorocznych natarł i cebulki młodej żeśmy kupę wielką na złocisto do tych młodych startych dodali  i  właśnie na słonecznikowym (i skończyć mi proszę te herezje o rzepakowym ) na chrupko zaczęliśmy smażyć. No, i właśnie w takiej  chwili wylądowali  na miejscu, gdzie przed chwilą stał gargamel sąsiada (hi, hi) i wylegli stadem na tych swoich koślawych nóżkach. I do mężusia:  "Take us to your leader! " Oraz, klasycznie: "We come in peace!"

A mężuś do nich: "A w kolejkę mi się tu ustawić! I dzioby, czy co tam macie,  na kłódkę! " Każdemu w te łapki krótkie trójpalczaste talerz wcisnął , porządek zaprowadził. Grzecznie stali i każdy po kolei po placuchu z mizerią ze świeżych ogóreczków z koperkiem i śmietaną wciągnął. Jak zjedli , tak padli normalnie plackiem na ziemię. No, fajnie! Mężuś zdesperowany złapał się za łysinę. Załatwilismy międzyplanetarną delegację. No, bomba! Próbowałam go pocieszyć, że niewątpliwie będą o nas uczyć w książkach do historii, ale szczęśliwie nie rozwinęłam tematu, chciałam ale nie zdążyłam, albowiem cała delegacja zerwała się, otrzepala się z piasku i padła przed nami na kolana błagając o dokładkę i krzycząc o! najpiękniejsza , bądź naszą królową! ( No, dobra, to o królowej zmysliłam. Dobra , dobra! To o najpiękniejszej też .)

W międzyczasie, (jako że informacja o plackolubnej delegacji interplanetarnej rozniosła się po okolicy ) zawitała do nas delegacja zwolenników placków ziemniaczanych z cukrem, frakcja serowa oraz maszerujące zwartym szykiem przedstawicielstwo mniejszości dietetycznej próbujące przemycić wytwory z marchewki i (O! Zgrozo!) cukinii. Ci ostatni uciekli szybciej niż przybyli, a ich pogłowie znacząco się zmniejszyło. Ciekawe ... A, niech tam.

Okazało się, że nasi goście odżywiali się zwyczajowo taką paciają przygotowywaną ze wszystkiego, co jadalne zmielonego razem i zapieczonego na półtwardo. Ogólnie ohyda, ale ich planetą rządziła od wieków frakcja producentow młynkow. Młynki okazaly się wyjątkowo nieskomplikowanej konstrukcji i szybciutko zostały przystosowane do tarcia ziemniaków. (Najpierw trzeba było wydłubać z nich resztki zaginionych przedstawicieli mniejszości dietetycznej - nie chcecie wiedzieć. ) W każdym bądź razie, nasi goście ziemniaczków sami natarli! Do takich balii jakby prostokątnych, złotem, imaginujcie sobie, wykładanych od środka. Że to niby smak poprawia i chrupkość zwiększa o ileśtam czegośtam. I tę skalę chrupkości w jakichśtam popierdółkach dzielonych przez jakieśtam milipodśmiechujki, specjalnie do placków ziemniaczanych wynaleźli. Tak, tak.

I takim oto sposobem, cała ich cywilizacja zmieniła kierunek z podboju galaktyk na uprawę ziemniaków na wszystkich planetach jakiegoś tam układu planet krążących wokół trzech słońc, co po naszemu ma nazwę z przypadkowych  (chyba) literek i cyferek, a po ichniemu jakieś tam gulgulgul.

A teraz, dla dobra całej ludzkości, będziemy z mężusiem smażyć im placki na drogę. No, oczywiście , ja smażyć mogę. Tylko, wiecie,  żeby to nie była moja wina, ale teraz pochodzicie z PKP (Planety Kartoflanego Placka).

Read more