Nie nasza

Share
Nie nasza
<a href="https://www.vecteezy.com/free-photos/horse">Horse Stock photos by Vecteezy</a>

Słówko od autorki

Wiem, że wy, moi ukochani, wierni czytelnicy, już widzieliście to opowiadanie, ale mimo to proszę:

Poświęćcie 4 minuty waszego życia na przeczytanie tej wersji. Mam nadzieję, że wspięło się kilka schodków w dobrym kierunku ❤️

Szerokim, szutrowym traktem jechała niespiesznie pomalowana w czerwonożółte maziaje wysoka dwukółka ciągnięta przez niewiarygodnie dużego, smoliście czarnego ogiera. Trzymająca lejce starsza kobieta,  delikatnym ruchem dłoni zatrzymała konia przed drewnianym mostkiem.

-Stój, Wars, - poprosiła młodym, melodyjnym, ciepłym głosem. - Już nie daleko?

Kary wskazał wyraźnym ruchem głowy. W  odległości może kilometra widać było wiejskie zabudowania i dym nad jedynym  dachem. I było cicho. Bardzo,  bardzo cicho.

Zeszli z mostka nad strumień. Koń uwolniony z uprzęży,   która dla postronnego obserwatora mogła w tej chwili sprawiać wrażenie narysowanej w powietrzu. Napili się, kobieta przetarła konia garścią trawy, nabrała wody do dwóch dzbanów. Po chwili, z drugiej strony mostka zjechał pomalowany na niebiesko mały mieszkalny wóz  ciągnięty przez komicznego, grubiutkiego kuca.

- Oj, przyjacielu- roześmiała się siedząca na koźle młoda kobieta z grubym , czarnym warkoczem i wiankiem z niebieskich  margerytek na głowie. Kuc odwrócił głowę i mrugnął  do dziewczyny pokazując w oczywistym uśmiechu żółte zębiska.

Wieś wydawała się pusta . Mieszkańcy pochowali się i tylko w jednym oknie zadrżała koronkowa firaneczka. Tłumnie na drogę wyległy tylko wiejskie koty. Zawsze tak było,  zamykali dzieci w piwnicach, wszystko inne co tylko mieli żywe zamykali w stodołach , chlewikach, komórkach . Wzywali ją, gdy była ostatecznym ratunkiem. Błagali, by zabrała ból i cierpienie, by przyspieszyła, co nieuniknione. Ale bali się wszyscy. A ona ...lubiła koty, lubiła wszystkie stworzenia,  ale... niech im będzie..

Dym z komina był zaproszeniem. Zatrzymali się . Czarnowłosa kobieta wzięła z wozu dzban z wodą. Drzwi chaty otwarto od środka,  ale nikt nie wyszedł na powitanie. Kobieta przestąpiła przez próg.  Światło pochmurnego dnia, przefiltrowane przez brudne , małe okienka i stare, dziurawe firaneczki, niechętnie ujawniało szczegóły wnętrza. Zatrzymała się więc i uniosła dłoń uwalniając garść drżących płomyków. Światełka najpierw wyłowiły z mroku małą, wymizerowaną dziewczynkę kulącą się przy drzwiach. Czarnowłosa podeszła do dziecka i przykucnęła. Chude rączki dziewczynki pokryte były sińcami, buzia brudna i wymizerowana. Ale mimo zaniedbania, mimo braku ciepła, miłości i nadziei, w dziewczynce była moc- wielka , wielka siła. Ale rodzina przeznaczyła ją na sprzedaż. I niech tak się stanie. Czarnowłosa westchnęła. Pogładziła dziewczynkę po buzi , włożyła jej na rozczochraną główkę swój wianek z niebieskich margerytek i podała jej dzban.

-Gdzie?

Dziewczynka drżącą rączką wskazała koślawą kołyskę stojącą przy przysadzistym piecu. W kołysce leżało dwoje maleńkich dzieci. Nieruchomych i cichutkich. Reszta mieszkańców domostwa kuliła się pod ścianami.  Czarnowłosa zbliżyła sie do kołyski i pochyliła się nad dziećmi.  Oddychały. Słabiutko,  ale oddychały. Położyła im dłonie na malutkich główkach. Dziewczynka pójdzie dalej,  chłopiec zostanie. Zrobiło jej się smutno, ale decyzja nie należała do niej. Została powzięta gdzieś i kiedyś, a nie tu i teraz.

-Moje ręce, proszę. - umorusana dziewczynka przechyliła dzban. Woda cieniutkim strumykiem popłynęła na dłonie czarnowłosej i wsiąkła w szpary zakurzonej podłogi. Przerażona dziewcznka skulila się.

-Tak ma być. - Uspokoiła ją czarnowłosa i przetarła jej policzek mokrą dłonią. poczym zmoczyla w zimnej wodzie kawalek surowego płótna i przetarła nim niemowlęce twarzyczki. Pocałowała rozpalone gorączką główki a dym z komina zgęstniał i w górę wzniósł się kształtny biały obłok. Wychudzona kobiecina skulona pod ścianą wydała z siebie zduszony szloch. Czarnowłosa ukłoniła się nisko maleństwom w kołysce, odwróciła się i skierowała się do drzwi ciężkim krokiem, nie pasującym do postaci, w której tutaj weszła. Jak mogło być inaczej, dźwigała przecież ze sobą niezliczone wieki ludzkiej rozpaczy. Dziewczynka podała Czarnowłosej dzban.

- Czy to...?

- To tylko woda. - Czarnowłosa uśmiechnęła się do dziewczynki, a ona wyprostowała i odgarnęła z buzi zlote włosy. Spod ściany znowu dobiegły westchnienia. Dziewczynka była piękna.

Czarnowłosa byla już w drzwiach.Zatrzymała się jeszcze i powiedziała cicho:

-Zrobiłam, o co prosiliście. Zrobiłam tak, jak mi nakazano. - nie odwracając głowy, lekkim ruchem dłoni wskazała wychudzoną dziewuszkę. - Tę należy szanować. Traktować dobrze i karmić jak należy. Odbiorę ją za rok i dzień od teraz. Ma być zdrowa i gotowa do drogi. - Zanim wyszła na zalaną słońcem wiejską drogę, podała dziewczynce ogromną zlotą monetę.

Śmieszny grubiutki kuc i malutkie, niebieskie vardo wyciągnęły z chat grupkę co odważniejszych dzieciaków. Konik zabawiał je pokazując język, a dzieci chichotały i podtykały mu zielony jęczmień świśnięty z pola.

Wyjechali ze wsi odprowadzani przez dzieci, które machały za nimi, aż błękitne vardo zniknęło za zakrętem.

A zza zakrętu wyszedł dumnym krokiem ogromny, siwy shire. Na nim, siedząc bokiem w rozłożystym angielskim siodle, jechała rudowłosa dama w aksamitnej szmaragdowej sukni. Przez jakiś czas jechali w ciszy.

- Nic nie powiesz?- Spytał koń zachęcająco.

-Znalazłam przyszłą królową.

-A bliźnięta?

-Chłopiec będzie mordercą. Z jego ręki zginą straszliwą śmiercią dziesiątki ludzi.

-A siostra?

- Poszła dalej.

- Nie nasza decyzja - pocieszył ją koń.

Dama pogładziła siwka po szyi. -Nie, przyjacielu,  nie nasza...

Postscriptum autorki

Jeśli ktoś z was, moi wierni czytelnicy i czytelniczki, nie wie jak okazać swoją aprobatę dla tego opowiadania, to już śpieszę z pomocą. Wystarczy tylko dotknąć adresu poniżej, wejść na stronę i wybrać. A co wybrać? Zależnie od tego jak bardzo podoba wam się to opowiadanie.

https://buycoffee.to/word-whisperer

Read more